Kolejny szok dla mnie. Kolejna zła wiadomość. Ile ich jeszcze będzie?
Moja kumpela ze szkoły ma guza. Ha, jaki ten świat jest piękny.. Cudowny!
Mnie natomiast coraz częściej boli kolano. Za każdym razem ból staje się mocniejszy. Boję się iść do lekarza. Boję się tego, co on może mi powiedzieć. Z drugiej strony, czy nie wdaję się w ten sposób w moją mamę? Chyba tak...
Co w związku z nią? Nadal pije. Dziś usłyszałam od niej, że ją niszczę, że mam się wyprowadzić. Ciągle tylko same negatywy. Żadnych pozytywów. Tak więc: JESTEM POTWOREM. Miło mi.
Chwilami myślę o samobójstwie. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć, szczerze nie chcę umierać. Aczkolwiek, jeżeli sytuacja się nie zmieni, to nie widzę innego wyjścia.
Co z dietą? Coś tak zjadłam i zaraz pójdę to wyrzygać, Już mi na niczym nie zależy.
Nie będę szła na studniówkę. To przykre i smutne, ale cóż...
Teraz, podczas pisania przypomniał mi się pomysł, który kiedyś miałam zrealizować, ale tego nie zrobiłam. Nie będę powracać do tego, dlaczego chciałam go wcielić w życie, bo chcę zapomnieć o tym...
Patrząc na to z perspektywy tego co się teraz u mnie dzieję wydaje mi się on idealny. Troszkę go zmodyfikuje i będzie wszystko pasować. Tak więc mogę oficjalnie to ogłosić. Wcielam PLAN w życie. Efekty końcowe przewiduje na koniec kwietnia na zakończenie roku szkolnego. Mówiąc najprościej muszę doprowadzić się do wagi <50kg. To jest jeden z punktów tego planu. Resztę może będę ujawniać w najbliższych postach.
Pierwszy post w 2015 roku.... Witam!
Co prawda rzadko tu zaglądam, cóż... nie mam zamiaru się usprawiedliwiać.
Mam nadzieję, że przynajmniej Wy spędziliście te święta w prawdziwej rodzinnej atmosferze, dostaliście wszystko to, co chcieliście, a sylwester był lepszy od tego o którym marzyliście. Tak. Ujmę to 5 słowami: moje święta były do bani. Byłam tylko ja i mama, a sylwestra spędziłam przed laptopem, a potem po północy od razu położyłam się spać. Spełniły się wszystkie moje marzenia odnośnie tamtego czasu!
Przełamałam magiczną barierę 80. Jest teraz 7 z przodu. Walka wciąż trwa.
Zostały mi tylko 4 miesiące. 5 wliczając maturę. Co potem? Studia? Praca w Anglii/ Niemczech? Wojsko? Marynarka wojenna? Policja? A może spierdolę sobie życie i będę marną kasjerką w pospolitym sklepie? Albo zostanę bezdomnym? Może ucieknę jak najdalej od wszystkiego i wszystkich? Zacznę swoje życie układać na nowo? Zmienię nazwisko, imię, stanę się nową osobą? Ooo tak, przydałoby się.
W domu mama znów zaczęła pić. A na dodatek pewne jest to, że ma guza. Ma raka i nie chcę się leczyć. Zapija swój ból, smutek, nienawiść, zapija siebie samą. Miała dziś jechać na badanie, które było bardzo ważne. I co? Nie pojechała. Wolała iść rano sobie po alkohol. Następny termin dopiero w maju. A wtedy może być już za późno...
I co ja mam robić? Nie mam sił, czuję się znów jak wrak człowieka. Chwilami myślę o samobójstwie. Zaraz potem doprowadzam się do porządku i mówię, że brat i babcia nie byliby z tego zadowoleni... Jestem bezradna. Czuję, że zawiodłam. Znowu...
Pojutrze znów do szkoły. Ha, Moja radość nie zna granic. Nie mogę sobie poradzić z szczęściem i euforią, które rozpierają mnie na samą myśl o tym. Znów gra. Gra udawanego szczęścia.