Muszę działać. Im dłużej będę z tym zwlekać, tym trudniej będzie mi później zacząć. Bez wymówek. Bez rozczarowań, Bez odwrotu.
piątek, 19 grudnia 2014
piątek, 12 grudnia 2014
Bez nadziei wybawienia...
I znów minął prawie tydzień od ostatniego wpisu. Co się wydarzyło u mnie? Praktycznie niewiele. W sumie nic. I to mnie właśnie przeraża. NIC. Okropnie to brzmi. Ale może tak jest lepiej...
Dobra wiadomość. Mam przestała pić. Ufff. Kamień z serca... Ciekawa jestem jak na długo. Ale lęk i obawa pozostaje ciągle...
Za półtora tygodnia święta. Wigilia, rodzina. Dzielenie się opłatkiem, rodzina. Prezenty, rodzina. Szykowanie 12 potraw, rodzina. Wszystko sprowadza się do TEGO słowa.
Kiedyś dla mnie to był magiczny czas. Cóż wszystko przemija.
czy tylko ja wyczuwam sarkazm?
Dobra wiadomość. Mam przestała pić. Ufff. Kamień z serca... Ciekawa jestem jak na długo. Ale lęk i obawa pozostaje ciągle...
Za półtora tygodnia święta. Wigilia, rodzina. Dzielenie się opłatkiem, rodzina. Prezenty, rodzina. Szykowanie 12 potraw, rodzina. Wszystko sprowadza się do TEGO słowa.
Kiedyś dla mnie to był magiczny czas. Cóż wszystko przemija.
czy tylko ja wyczuwam sarkazm?
Na święta przyjeżdża moja siostra z mężem i dziećmi. I tak pewnie nie przyjdzie do nas do domu. Nigdy nie przychodzi. Może choć na chwile dam ponieść się ułudzie i fałszywej wizji szczęśliwej rodziny? Czego ja oczekuję. Hahahahaha.
Jutro znów planuję powrócić do treningów. Muszę być w czymś dobra. Zauważyłam także, że źle reaguje na wszelkie fast-foody i słodycze. Dobrze, bardzo dobrze, To mi pomoże w samozagładzie.
sobota, 6 grudnia 2014
Gdyż nie ma większej rzeźni niż pamieć...
Wybaczcie, że tak długo milczałam. Wszystko legło w gruzach. Ha. I znów sprawdza się powiedzenie: "docenisz, gdy stracisz".
Od ostatniego postu jest tylko gorzej. Jestem na pograniczu załamania i depresji. Przez te 3 tygodnie uświadomiłam sobie, że nie dane jest mi żyć w szczęściu. Od samego mojego poczęcia przypisane mi było życie w bólu, smutku, strachu... Przez ostatni tydzień płaczę codziennie. Umarłam wewnątrz siebie. Nawet trener zauważył, że coś jest nie tak ze mną. Eh.
Czym jest spowodowane to wszystko? Oczywiście, chorobą mojej mamy, czyli alkoholizmem. To co się z nią dzieję... Nie mogę o tym pisać :C na samą myśl, ryczeć mi się chcę. Kurwa, mam tylko Ją! Na dodatek ostatnio robiła sobie badania i jest podejrzenie, ba ja wiem o tym na pewno, że moja mama ma raka jelita. Przecież jak ona tego nie będzie leczyć to... umrze.
Ja już jej to mówiłam, że nie chcę spędzić tych świąt nad jej grobem, tylko z nią przy stole. Mówiłam jej także, że chcę by była przy tym jak dorastają jej wnuki. On mi ciągle obiecuje, że wyjdzie z tego, że musi sobie poradzić SAMA. Ale do cholery ona tego nie zrobi! Przecież widzę w jakim stanie jest codziennie rano, jak zwija się z bólu, ten widok jest straszny. Nikomu tego nie życzę.
Dziś rano i wczoraj poprosiła mnie, bym poszła do sklepu po alkohol i papierosy. Poszłam. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, jak się męczy. Gdybym tylko wiedziała jak jej pomóc...
Nie mam nawet wsparcia od mojej siostry, która mieszka za granicą. To znaczy dzwoniła do mnie i rozmawiałyśmy, i mówiła, że jak by się coś działo to mam dzwonić do niej. Ale co ona zrobi? Nic nie może. Tak to jest w tym życiu. Zawsze ze wszystkim zostaje sama.
Czasem sobie myślę, (wiem, mam głupie myśli, i gardzę sobą za to), że lepiej by gdyby moja mama już odeszła. Przecież ile ona zniosła w tym życiu. Śmierć męża, brata, taty, teściowej, syna, matki... Strasznie dużo. A najlepsze jest to, że w naszej rodzinie jak zauważyłam, mężczyźni ginęli przeważnie w wypadkach samochodowych i to bardzo młodo (24-38)? A kobiety żyły dość długo... to jest straszne. Powracając, niedawno mama mi powiedziała, że jest już zmęczona tym wszystkim. I jak tu nie płakać i się nie załamywać?
Okey. Dość.
Jestem na 6 dniu A.I.T Diet. Wytrzymam całe 28. Tym razem jestem silniejsza niż kiedyś.
Dziś są mikołajki... Mam nadzieję, że dostaliście o wiele lepszy prezent ode mnie. :)
i nadal czuję...
Od ostatniego postu jest tylko gorzej. Jestem na pograniczu załamania i depresji. Przez te 3 tygodnie uświadomiłam sobie, że nie dane jest mi żyć w szczęściu. Od samego mojego poczęcia przypisane mi było życie w bólu, smutku, strachu... Przez ostatni tydzień płaczę codziennie. Umarłam wewnątrz siebie. Nawet trener zauważył, że coś jest nie tak ze mną. Eh.
Czym jest spowodowane to wszystko? Oczywiście, chorobą mojej mamy, czyli alkoholizmem. To co się z nią dzieję... Nie mogę o tym pisać :C na samą myśl, ryczeć mi się chcę. Kurwa, mam tylko Ją! Na dodatek ostatnio robiła sobie badania i jest podejrzenie, ba ja wiem o tym na pewno, że moja mama ma raka jelita. Przecież jak ona tego nie będzie leczyć to... umrze.
Ja już jej to mówiłam, że nie chcę spędzić tych świąt nad jej grobem, tylko z nią przy stole. Mówiłam jej także, że chcę by była przy tym jak dorastają jej wnuki. On mi ciągle obiecuje, że wyjdzie z tego, że musi sobie poradzić SAMA. Ale do cholery ona tego nie zrobi! Przecież widzę w jakim stanie jest codziennie rano, jak zwija się z bólu, ten widok jest straszny. Nikomu tego nie życzę.
Dziś rano i wczoraj poprosiła mnie, bym poszła do sklepu po alkohol i papierosy. Poszłam. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, jak się męczy. Gdybym tylko wiedziała jak jej pomóc...
Nie mam nawet wsparcia od mojej siostry, która mieszka za granicą. To znaczy dzwoniła do mnie i rozmawiałyśmy, i mówiła, że jak by się coś działo to mam dzwonić do niej. Ale co ona zrobi? Nic nie może. Tak to jest w tym życiu. Zawsze ze wszystkim zostaje sama.
Czasem sobie myślę, (wiem, mam głupie myśli, i gardzę sobą za to), że lepiej by gdyby moja mama już odeszła. Przecież ile ona zniosła w tym życiu. Śmierć męża, brata, taty, teściowej, syna, matki... Strasznie dużo. A najlepsze jest to, że w naszej rodzinie jak zauważyłam, mężczyźni ginęli przeważnie w wypadkach samochodowych i to bardzo młodo (24-38)? A kobiety żyły dość długo... to jest straszne. Powracając, niedawno mama mi powiedziała, że jest już zmęczona tym wszystkim. I jak tu nie płakać i się nie załamywać?
Okey. Dość.
Jestem na 6 dniu A.I.T Diet. Wytrzymam całe 28. Tym razem jestem silniejsza niż kiedyś.
Dziś są mikołajki... Mam nadzieję, że dostaliście o wiele lepszy prezent ode mnie. :)
i nadal czuję...
piątek, 14 listopada 2014
Jeden świt, żeby wznieść się ponad mrok...
Coś we mnie pękło. Czuję, że straciłam cząstkę siebie. Nieodwracalnie. Dziwnie się czuję.
Mama piła przez cały tydzień albo i jeszcze dłużej. Eh. Ile łez wylałam. Nie miałam ochoty na nic. Cały czas bym tylko leżała w łóżku i płakała. Prośby i błagania nie pomagały :( W końcu napisałam list. Może on dotrze do niej? Mam nadzieję. Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam psychicznie.
Nawet teraz nie umiem prostych słów zebrać w zdania i tu napisać. Jest mi ciężko wyrazić to co czuję. Fuck. Tam gdzieś w mym zimnym, pozbawionym uczuć sedruszku boję się o nią. Może i mamy dobrego kontaktu ze sobą, ale zawsze... to moja matka.
Okey. Koniec użalania się nad sobą. Przejdźmy teraz do konkretów: Dieta; Nauka; Znajomi?
Z dietą idzie mi bardzo dobrze, od wczoraj nie przekroczyłam 1000 kcal, mieszczę się w przedziale 600-700 kcal. Muszę wytrzymać jak najdłużej. Tym razem się tak łatwo nie poddam.
W szkole idzie mi średnio. Dostaję 4, 5, czasem zdarzają się 3 i 2. To zależy w sumie. Teraz przyszedł taki okres, że chcę się uczyć. By trwał jak najdłużej.
Co u moich "znajomych". Ha. Oni przychodzą i odchodzą. Tylko prawdziwi przyjaciele zostają na zawsze. Taka jest prawda. Prawdą jest też iż nikomu nie można ufać w tych czasach. NIKOMU. Każdy dba o swoją "dupę". Tyle w temacie. Tak na marginesie: Ostatnio straciłam osobę, którą uważałam za kogoś ważnego w moim życiu. Nosiła imię Małgorzata. Była dla mnie jak siostra. Wiem, że ciągle mogę ją odzyskać. Nie chcę. Nie chcę by w moim życiu byli ludzie, którzy mi nie ufają, nie wierzą w to co mówię, podważają moje słowa. Ja jestem lojalna wobec nich, oczekuję więc tego samego.
Życie jest najlepszym i najokrutniejszym nauczycielem zarazem.
Mama piła przez cały tydzień albo i jeszcze dłużej. Eh. Ile łez wylałam. Nie miałam ochoty na nic. Cały czas bym tylko leżała w łóżku i płakała. Prośby i błagania nie pomagały :( W końcu napisałam list. Może on dotrze do niej? Mam nadzieję. Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam psychicznie.
Nawet teraz nie umiem prostych słów zebrać w zdania i tu napisać. Jest mi ciężko wyrazić to co czuję. Fuck. Tam gdzieś w mym zimnym, pozbawionym uczuć sedruszku boję się o nią. Może i mamy dobrego kontaktu ze sobą, ale zawsze... to moja matka.
Okey. Koniec użalania się nad sobą. Przejdźmy teraz do konkretów: Dieta; Nauka; Znajomi?
Z dietą idzie mi bardzo dobrze, od wczoraj nie przekroczyłam 1000 kcal, mieszczę się w przedziale 600-700 kcal. Muszę wytrzymać jak najdłużej. Tym razem się tak łatwo nie poddam.
W szkole idzie mi średnio. Dostaję 4, 5, czasem zdarzają się 3 i 2. To zależy w sumie. Teraz przyszedł taki okres, że chcę się uczyć. By trwał jak najdłużej.
Co u moich "znajomych". Ha. Oni przychodzą i odchodzą. Tylko prawdziwi przyjaciele zostają na zawsze. Taka jest prawda. Prawdą jest też iż nikomu nie można ufać w tych czasach. NIKOMU. Każdy dba o swoją "dupę". Tyle w temacie. Tak na marginesie: Ostatnio straciłam osobę, którą uważałam za kogoś ważnego w moim życiu. Nosiła imię Małgorzata. Była dla mnie jak siostra. Wiem, że ciągle mogę ją odzyskać. Nie chcę. Nie chcę by w moim życiu byli ludzie, którzy mi nie ufają, nie wierzą w to co mówię, podważają moje słowa. Ja jestem lojalna wobec nich, oczekuję więc tego samego.
Życie jest najlepszym i najokrutniejszym nauczycielem zarazem.
![]() |
| całym sercem |
![]() |
| Chciałabym mieć tyle siły ile Klaus. Umie poradzić sobie ze wszystkim. |
\ ![]() |
| Oj, bardzo bym chciała... |
![]() |
| Już niedługo taka będę! |
piątek, 7 listopada 2014
Semper Fi!!!
Jest źle. Nie będę owijać w bawełnę. Próbowałam znów być "normalną" nastolatką. Uśmiechniętą, szczęśliwą, bez kompleksów, bez zmartwień... Ale... Nie umiem już tak. Dwa dni temu ryczałam w łóżku z nie wiadomo jakiego powodu, prawie 3 godziny... Dziś zresztą znów jest tak samo. Przygnębienie, smutek, żal, nienawiść, depresja, osamotnienie... Czasem mam wielką chęć cofnąć się do czasów podstawówki. Wtedy wszystko rozegrałabym inaczej. Może udałoby mi się cofnąć to, co się stało w noc z 27/28 maja 2008 roku? Może moje życie potoczyłoby się inaczej? Może bym teraz była szczęśliwa?
Czasem plącze się w mojej głowie myśl, by dołączyć do Ciebie, Babci, wielu innych. Są takie chwile, gdy bardzo tego pragnę. Potem następuje refleksja, że nie mogę bo przecież kto zostanie z mamą? Jesteśmy tylko we dwie.
Jest mi ciężko. Strasznie. Wiem, że powinnam w końcu zacząć układać swoje życie od nowa, zacząć wszystko od początku... Czuję, że nie jestem na to gotowa, Nie umiem zerwać z przeszłością. Za dużo błędów, winy spoczywa w mojej osobie bym tak po prostu mogła o tym zapomnieć. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Albo choć usłyszeć jakieś słowa wybaczenia od mojej Babci lub pożegnania od Pawła. Choć gdybym mogła móc porozmawiać z Nimi...
Semper Fi powiadam. Semper Fi...
Paweł jeżeli gdzieś tam jesteś to proszę pomóż mi. Potrzebuję Twojej pomocy! Już sama nie daję rady :(
Czasem plącze się w mojej głowie myśl, by dołączyć do Ciebie, Babci, wielu innych. Są takie chwile, gdy bardzo tego pragnę. Potem następuje refleksja, że nie mogę bo przecież kto zostanie z mamą? Jesteśmy tylko we dwie.
Jest mi ciężko. Strasznie. Wiem, że powinnam w końcu zacząć układać swoje życie od nowa, zacząć wszystko od początku... Czuję, że nie jestem na to gotowa, Nie umiem zerwać z przeszłością. Za dużo błędów, winy spoczywa w mojej osobie bym tak po prostu mogła o tym zapomnieć. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Albo choć usłyszeć jakieś słowa wybaczenia od mojej Babci lub pożegnania od Pawła. Choć gdybym mogła móc porozmawiać z Nimi...
Semper Fi powiadam. Semper Fi...
Paweł jeżeli gdzieś tam jesteś to proszę pomóż mi. Potrzebuję Twojej pomocy! Już sama nie daję rady :(
![]() |
| Taka prawda. |
![]() |
poniedziałek, 27 października 2014
Samotność, aktorstwo, czy szczęście?
Dzień upłynął dość szybko. W sumie ten rok szkolny leci mi strasznie :(. Nim się obejrzę będzie maj i... matura. Już się nie mogę doczekać. :/
Coraz trudniej mi udawać, że jest wszystko dobrze, że czuję się wyśmienicie, że moje życie to kraina mlekiem i miodem płynąca. Udaję, że nie mam żadnych zmartwień, smutków, niczym się nie przejmuję, prowadzę beztroskie życie. Pozwólcie, że określę się mianem wybitnej aktorki. Większość z nas Aniołki zasługuje na nagrodę za najlepiej odegraną rolę w życiu. Rolę szczęśliwej, normalnej nastolatki, która tak na prawdę potrzebuje pomocy, ba, swoim zachowaniem prosi o pomoc. Krzyczy! Jednak nikt jej nie słyszy. Albo i nie chce słyszeć. Bo po co? "Ona jest przecież szczęśliwa..."
Jacy ludzie w dzisiejszych czasach są powierzchowni. Jacy narcystyczni. Jacy puści. Kierują się całkiem innymi priorytetami niż kiedyś. Bo w sumie każde pokolenie jest inne. Niestety. Ale wracając do mnie.
Jutro piszę próbną maturę z matematyki. Podchodzę do tego raczej na "luzie". Te 15 punktów trzeba zdobyć. Potem nie wracam na lekcje. Idę na "posiedzenie Komisji Wyborczej", w związku z nadchodzącymi wyborami...
Jutro może będę mieć trening. (zapomniałam wspomnieć, że trenuję lekkoatletykę). Dziś też miałam pójść biegać, ale nie poszłam, bo mam dziwne skurcze/uciski/bóle w łydkach.
Co do mojego samopoczucia... Po wczorajszej "imprezie" z żyletką stwierdziłam, że tak troszkę przesadziłam. Teraz maskuję to bransoletkami. Spróbuję z tym walczyć! I niestety zaczyna się we mnie budzić to co kiedyś, dawno temu uśpiłam, Wygnałam do najciemniejszych/ najdalszych zakątków mojego umysłu. Nie dopuszczałam przez długi okres czasu tego do siebie. Nie chcę tego, ale czuję, że zaczynam potrzebować drugiej połówki. Drugiej połówki, która ułoży moje życie na nowo....
Nie chcę tego!!!!!
Coraz trudniej mi udawać, że jest wszystko dobrze, że czuję się wyśmienicie, że moje życie to kraina mlekiem i miodem płynąca. Udaję, że nie mam żadnych zmartwień, smutków, niczym się nie przejmuję, prowadzę beztroskie życie. Pozwólcie, że określę się mianem wybitnej aktorki. Większość z nas Aniołki zasługuje na nagrodę za najlepiej odegraną rolę w życiu. Rolę szczęśliwej, normalnej nastolatki, która tak na prawdę potrzebuje pomocy, ba, swoim zachowaniem prosi o pomoc. Krzyczy! Jednak nikt jej nie słyszy. Albo i nie chce słyszeć. Bo po co? "Ona jest przecież szczęśliwa..."
Jacy ludzie w dzisiejszych czasach są powierzchowni. Jacy narcystyczni. Jacy puści. Kierują się całkiem innymi priorytetami niż kiedyś. Bo w sumie każde pokolenie jest inne. Niestety. Ale wracając do mnie.
Jutro piszę próbną maturę z matematyki. Podchodzę do tego raczej na "luzie". Te 15 punktów trzeba zdobyć. Potem nie wracam na lekcje. Idę na "posiedzenie Komisji Wyborczej", w związku z nadchodzącymi wyborami...
Jutro może będę mieć trening. (zapomniałam wspomnieć, że trenuję lekkoatletykę). Dziś też miałam pójść biegać, ale nie poszłam, bo mam dziwne skurcze/uciski/bóle w łydkach.
Co do mojego samopoczucia... Po wczorajszej "imprezie" z żyletką stwierdziłam, że tak troszkę przesadziłam. Teraz maskuję to bransoletkami. Spróbuję z tym walczyć! I niestety zaczyna się we mnie budzić to co kiedyś, dawno temu uśpiłam, Wygnałam do najciemniejszych/ najdalszych zakątków mojego umysłu. Nie dopuszczałam przez długi okres czasu tego do siebie. Nie chcę tego, ale czuję, że zaczynam potrzebować drugiej połówki. Drugiej połówki, która ułoży moje życie na nowo....
sobota, 25 października 2014
Aut vincere, aut mori...
Odnosząc się do tytułu: Tak to jest w dzisiejszym świecie. Albo się walczy i zdobywa to, co się chcę, albo siedzi i patrzy bezczynnie jak ucieka to, co mogło byś nasze. A teraz przyjdźmy do sedna...
To jest mój pierwszy wpis. Nie wiem co mam w nim napisać. Serio. :( Okej, jakoś spróbuję.
Może zacznę od tego, dlaczego postanowiłam zacząć prowadzić tego bloga. Nie chcę zbytnio się rozpisywać i Was zanudzać, więc w jednym wielkim skrócie powiem, że ten blog jest po to bym mogła być w końcu sobą, móc gdzieś się wyżalić, pochwalić, uzyskać Wasze wsparcie, sama oferując to samo. To będzie mój pamiętnik. Pamiętnik wzlotów, upadków, rozczarowań, satysfakcji. To będzie moje życie.
To jest mój pierwszy wpis. Nie wiem co mam w nim napisać. Serio. :( Okej, jakoś spróbuję.
Może zacznę od tego, dlaczego postanowiłam zacząć prowadzić tego bloga. Nie chcę zbytnio się rozpisywać i Was zanudzać, więc w jednym wielkim skrócie powiem, że ten blog jest po to bym mogła być w końcu sobą, móc gdzieś się wyżalić, pochwalić, uzyskać Wasze wsparcie, sama oferując to samo. To będzie mój pamiętnik. Pamiętnik wzlotów, upadków, rozczarowań, satysfakcji. To będzie moje życie.
Będę się podpisywać Qocaine lub Ash Wann, jeżeli będę dodawać wiersze, czy cytaty stworzone przeze mnie. :)No i hmmm... Mam zaszczyt obcować z ANĄ . Jakież to mnie szczególne wyróżnienie spotkało, by ona była moją "przyjaciółką" Już przeszło od 5 lat.
BO:
Ps Witam Was wszystkich serdecznie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















