sobota, 6 grudnia 2014

Gdyż nie ma większej rzeźni niż pamieć...

 Wybaczcie, że tak długo milczałam. Wszystko legło w gruzach. Ha. I znów sprawdza się powiedzenie: "docenisz, gdy stracisz". 
 Od ostatniego postu jest tylko gorzej. Jestem na pograniczu załamania i depresji. Przez te 3 tygodnie uświadomiłam sobie, że nie dane jest mi żyć w szczęściu. Od samego mojego poczęcia przypisane mi było życie w bólu, smutku, strachu... Przez ostatni tydzień płaczę codziennie. Umarłam wewnątrz siebie. Nawet trener zauważył, że coś jest nie tak ze mną. Eh.
 Czym jest spowodowane to wszystko? Oczywiście, chorobą mojej mamy, czyli alkoholizmem. To co się z nią dzieję... Nie mogę o tym pisać :C na samą myśl, ryczeć mi się chcę. Kurwa, mam tylko Ją! Na dodatek ostatnio robiła sobie badania i jest podejrzenie, ba ja wiem o tym na pewno, że moja mama ma raka jelita. Przecież jak ona tego nie będzie leczyć to... umrze. 
Ja już jej to mówiłam, że nie chcę spędzić tych świąt nad jej grobem, tylko z nią przy stole. Mówiłam jej także, że chcę by była przy tym jak dorastają jej wnuki.  On mi ciągle obiecuje, że wyjdzie z tego, że musi sobie poradzić SAMA. Ale do cholery ona tego nie zrobi! Przecież widzę w jakim stanie jest codziennie rano, jak zwija się z bólu, ten widok jest straszny. Nikomu tego nie życzę. 
 Dziś rano i wczoraj poprosiła mnie, bym poszła do sklepu po alkohol i papierosy. Poszłam. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, jak się męczy. Gdybym tylko wiedziała jak jej pomóc...
 Nie mam nawet wsparcia od mojej siostry, która mieszka za granicą. To znaczy dzwoniła do mnie i rozmawiałyśmy, i mówiła, że jak by się coś działo to mam dzwonić do niej. Ale co ona zrobi? Nic nie może. Tak to jest w tym życiu. Zawsze ze wszystkim zostaje sama. 
 Czasem sobie myślę, (wiem, mam głupie myśli, i gardzę sobą za to), że lepiej by gdyby moja mama już odeszła. Przecież ile ona zniosła w tym życiu. Śmierć męża, brata, taty, teściowej, syna, matki... Strasznie dużo. A najlepsze jest to, że w naszej rodzinie jak zauważyłam, mężczyźni ginęli przeważnie w wypadkach samochodowych i to bardzo młodo (24-38)? A kobiety żyły dość długo... to jest straszne. Powracając, niedawno mama mi powiedziała, że jest już zmęczona tym wszystkim. I jak tu nie płakać i się nie załamywać? 
 Okey. Dość. 

 Jestem na 6 dniu A.I.T Diet. Wytrzymam całe 28. Tym razem jestem silniejsza niż kiedyś. 

 Dziś są mikołajki... Mam nadzieję, że dostaliście o wiele lepszy prezent ode mnie. :)


                                                                                    i nadal czuję...


1 komentarz:

  1. Musisz być silna dla niej. Nie możesz pokazywać słabości. Chyba, że uważasz, że to pomorze jej się otrząsnąć z nałogu. Popatrzy jak zmieniła Twoje życie i podniesie się dla Ciebie, bo to jej nieformalny obowiązek. Znasz ją zastanów się. Wiem, że nie chcesz jej martwić, że dla niej to bardzo dużo, ale czasami trzeba upaść, żeby wstać silniejszym. Nie chcesz tego dla niej, bo ją kochasz, ale to nie prowadzi do niczego musi się otrząsnąć, zadbać o siebie i o was. Sama nie dasz rady potrzebujesz jej.

    OdpowiedzUsuń