Moja kumpela ze szkoły ma guza. Ha, jaki ten świat jest piękny.. Cudowny!
Mnie natomiast coraz częściej boli kolano. Za każdym razem ból staje się mocniejszy. Boję się iść do lekarza. Boję się tego, co on może mi powiedzieć. Z drugiej strony, czy nie wdaję się w ten sposób w moją mamę? Chyba tak...
Co w związku z nią? Nadal pije. Dziś usłyszałam od niej, że ją niszczę, że mam się wyprowadzić. Ciągle tylko same negatywy. Żadnych pozytywów. Tak więc: JESTEM POTWOREM. Miło mi.
Chwilami myślę o samobójstwie. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć, szczerze nie chcę umierać. Aczkolwiek, jeżeli sytuacja się nie zmieni, to nie widzę innego wyjścia.
Co z dietą? Coś tak zjadłam i zaraz pójdę to wyrzygać, Już mi na niczym nie zależy.
Nie będę szła na studniówkę. To przykre i smutne, ale cóż...
Teraz, podczas pisania przypomniał mi się pomysł, który kiedyś miałam zrealizować, ale tego nie zrobiłam. Nie będę powracać do tego, dlaczego chciałam go wcielić w życie, bo chcę zapomnieć o tym...
Patrząc na to z perspektywy tego co się teraz u mnie dzieję wydaje mi się on idealny. Troszkę go zmodyfikuje i będzie wszystko pasować. Tak więc mogę oficjalnie to ogłosić. Wcielam PLAN w życie. Efekty końcowe przewiduje na koniec kwietnia na zakończenie roku szkolnego. Mówiąc najprościej muszę doprowadzić się do wagi <50kg. To jest jeden z punktów tego planu. Resztę może będę ujawniać w najbliższych postach.

























