czwartek, 8 stycznia 2015

Nie zmienimy świata, dopóki nie zmienimy siebie...

 Kolejny szok dla mnie. Kolejna zła wiadomość. Ile ich jeszcze będzie? 
Moja kumpela ze szkoły ma guza. Ha, jaki ten świat jest piękny.. Cudowny! 
Mnie natomiast coraz częściej boli kolano. Za każdym razem ból staje się mocniejszy. Boję się iść do lekarza. Boję się tego, co on może mi powiedzieć. Z drugiej strony, czy nie wdaję się w ten sposób w moją mamę? Chyba tak... 
 Co w związku z nią? Nadal pije. Dziś usłyszałam od niej, że ją niszczę, że mam się wyprowadzić. Ciągle tylko same negatywy. Żadnych pozytywów. Tak więc: JESTEM POTWOREM. Miło mi. 
 Chwilami myślę o samobójstwie. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć, szczerze nie chcę umierać. Aczkolwiek, jeżeli sytuacja się nie zmieni, to nie widzę innego wyjścia.   
 Co z dietą? Coś tak zjadłam i zaraz  pójdę to wyrzygać, Już mi na niczym nie zależy. 
Nie będę szła na studniówkę. To przykre i smutne, ale cóż... 



 Teraz, podczas pisania przypomniał mi się pomysł, który kiedyś miałam zrealizować, ale tego nie zrobiłam. Nie będę powracać do tego, dlaczego chciałam go wcielić w życie, bo chcę zapomnieć o tym...
 Patrząc na to z perspektywy tego co się teraz u mnie dzieję wydaje mi się on idealny. Troszkę go zmodyfikuje i będzie wszystko pasować. Tak więc mogę oficjalnie to ogłosić. Wcielam PLAN w życie. Efekty końcowe przewiduje na koniec kwietnia na zakończenie roku szkolnego. Mówiąc najprościej muszę doprowadzić się do wagi <50kg. To jest jeden z punktów tego planu. Resztę może będę ujawniać w najbliższych postach.








 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

“Patrzycie na ludzi i nie widzicie tego, co w nich tkwi tu, w środku..."

 Pierwszy post w 2015 roku.... Witam!

 Co prawda rzadko tu zaglądam, cóż... nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. 
Mam nadzieję, że przynajmniej Wy spędziliście te święta w prawdziwej rodzinnej atmosferze, dostaliście wszystko to, co chcieliście, a sylwester był lepszy od tego o którym marzyliście. Tak. Ujmę to 5 słowami: moje święta były do bani. Byłam tylko ja i mama, a sylwestra spędziłam przed laptopem, a potem po północy od razu położyłam się spać. Spełniły się wszystkie moje marzenia odnośnie tamtego czasu!

 Przełamałam magiczną barierę 80. Jest teraz 7 z przodu. Walka wciąż trwa. 




 Zostały mi tylko 4 miesiące. 5 wliczając maturę. Co potem? Studia? Praca w Anglii/ Niemczech? Wojsko? Marynarka wojenna? Policja? A może spierdolę sobie życie i będę marną kasjerką w pospolitym sklepie? Albo zostanę bezdomnym?  Może ucieknę jak najdalej od wszystkiego i wszystkich? Zacznę swoje życie układać na nowo? Zmienię nazwisko, imię, stanę się nową osobą? Ooo tak, przydałoby się. 


W domu mama znów zaczęła pić. A na dodatek pewne jest to, że ma guza. Ma raka i nie chcę się leczyć. Zapija swój ból, smutek, nienawiść, zapija siebie samą. Miała dziś jechać na badanie, które było bardzo ważne. I co? Nie pojechała. Wolała iść rano sobie po alkohol. Następny termin dopiero w maju. A wtedy może być już za późno...
 I co ja mam robić? Nie mam sił, czuję się znów jak  wrak człowieka. Chwilami myślę o samobójstwie. Zaraz potem doprowadzam się do porządku i mówię, że brat i babcia nie byliby z tego zadowoleni... Jestem bezradna. Czuję, że zawiodłam. Znowu... 

Pojutrze znów do szkoły. Ha, Moja radość nie zna granic. Nie mogę sobie poradzić z szczęściem i euforią, które rozpierają mnie na samą myśl o tym. Znów gra. Gra udawanego szczęścia. 


piątek, 19 grudnia 2014

Odrodzę się z popiołów jak Feniks...

 Muszę działać. Im dłużej będę z tym zwlekać, tym trudniej będzie mi później zacząć. Bez wymówek. Bez rozczarowań, Bez odwrotu.












piątek, 12 grudnia 2014

Bez nadziei wybawienia...

I znów minął prawie tydzień od ostatniego wpisu. Co się wydarzyło u mnie? Praktycznie niewiele. W sumie nic. I to mnie właśnie przeraża. NIC. Okropnie to brzmi. Ale może tak jest lepiej...

 Dobra wiadomość. Mam przestała pić. Ufff. Kamień z serca... Ciekawa jestem jak na długo. Ale lęk i obawa pozostaje ciągle...

 Za półtora tygodnia święta. Wigilia, rodzina. Dzielenie się opłatkiem, rodzina. Prezenty, rodzina. Szykowanie 12 potraw, rodzina. Wszystko sprowadza się do TEGO słowa.
 Kiedyś dla mnie to był magiczny czas. Cóż wszystko przemija.

                                        czy tylko ja wyczuwam sarkazm?

Na święta przyjeżdża moja siostra z mężem i dziećmi. I tak pewnie nie przyjdzie do nas do domu. Nigdy nie przychodzi. Może choć na chwile dam ponieść się ułudzie i fałszywej wizji szczęśliwej rodziny? Czego ja oczekuję. Hahahahaha.

Jutro znów planuję powrócić do treningów. Muszę być w czymś dobra. Zauważyłam także, że źle reaguje na wszelkie fast-foody i słodycze. Dobrze, bardzo dobrze, To mi pomoże w samozagładzie.



sobota, 6 grudnia 2014

Gdyż nie ma większej rzeźni niż pamieć...

 Wybaczcie, że tak długo milczałam. Wszystko legło w gruzach. Ha. I znów sprawdza się powiedzenie: "docenisz, gdy stracisz". 
 Od ostatniego postu jest tylko gorzej. Jestem na pograniczu załamania i depresji. Przez te 3 tygodnie uświadomiłam sobie, że nie dane jest mi żyć w szczęściu. Od samego mojego poczęcia przypisane mi było życie w bólu, smutku, strachu... Przez ostatni tydzień płaczę codziennie. Umarłam wewnątrz siebie. Nawet trener zauważył, że coś jest nie tak ze mną. Eh.
 Czym jest spowodowane to wszystko? Oczywiście, chorobą mojej mamy, czyli alkoholizmem. To co się z nią dzieję... Nie mogę o tym pisać :C na samą myśl, ryczeć mi się chcę. Kurwa, mam tylko Ją! Na dodatek ostatnio robiła sobie badania i jest podejrzenie, ba ja wiem o tym na pewno, że moja mama ma raka jelita. Przecież jak ona tego nie będzie leczyć to... umrze. 
Ja już jej to mówiłam, że nie chcę spędzić tych świąt nad jej grobem, tylko z nią przy stole. Mówiłam jej także, że chcę by była przy tym jak dorastają jej wnuki.  On mi ciągle obiecuje, że wyjdzie z tego, że musi sobie poradzić SAMA. Ale do cholery ona tego nie zrobi! Przecież widzę w jakim stanie jest codziennie rano, jak zwija się z bólu, ten widok jest straszny. Nikomu tego nie życzę. 
 Dziś rano i wczoraj poprosiła mnie, bym poszła do sklepu po alkohol i papierosy. Poszłam. Nie mogłam patrzeć jak cierpi, jak się męczy. Gdybym tylko wiedziała jak jej pomóc...
 Nie mam nawet wsparcia od mojej siostry, która mieszka za granicą. To znaczy dzwoniła do mnie i rozmawiałyśmy, i mówiła, że jak by się coś działo to mam dzwonić do niej. Ale co ona zrobi? Nic nie może. Tak to jest w tym życiu. Zawsze ze wszystkim zostaje sama. 
 Czasem sobie myślę, (wiem, mam głupie myśli, i gardzę sobą za to), że lepiej by gdyby moja mama już odeszła. Przecież ile ona zniosła w tym życiu. Śmierć męża, brata, taty, teściowej, syna, matki... Strasznie dużo. A najlepsze jest to, że w naszej rodzinie jak zauważyłam, mężczyźni ginęli przeważnie w wypadkach samochodowych i to bardzo młodo (24-38)? A kobiety żyły dość długo... to jest straszne. Powracając, niedawno mama mi powiedziała, że jest już zmęczona tym wszystkim. I jak tu nie płakać i się nie załamywać? 
 Okey. Dość. 

 Jestem na 6 dniu A.I.T Diet. Wytrzymam całe 28. Tym razem jestem silniejsza niż kiedyś. 

 Dziś są mikołajki... Mam nadzieję, że dostaliście o wiele lepszy prezent ode mnie. :)


                                                                                    i nadal czuję...


piątek, 14 listopada 2014

Jeden świt, żeby wznieść się ponad mrok...

  Coś we mnie pękło. Czuję, że straciłam cząstkę siebie. Nieodwracalnie. Dziwnie się czuję.

 Mama piła przez cały tydzień albo i jeszcze dłużej. Eh. Ile łez wylałam. Nie miałam ochoty na nic. Cały czas bym tylko leżała w łóżku i płakała. Prośby i błagania nie pomagały :( W końcu napisałam list. Może on dotrze do niej? Mam nadzieję. Nie wiem, ile tak jeszcze wytrzymam psychicznie. 
 Nawet teraz nie umiem prostych słów zebrać w zdania i tu napisać. Jest mi ciężko wyrazić to co czuję. Fuck. Tam gdzieś w mym zimnym, pozbawionym uczuć sedruszku boję się o nią. Może i mamy dobrego kontaktu ze sobą, ale zawsze... to moja matka. 

 Okey. Koniec użalania się nad sobą. Przejdźmy teraz do konkretów: Dieta; Nauka; Znajomi?
 Z dietą idzie mi bardzo dobrze, od wczoraj nie przekroczyłam 1000 kcal, mieszczę się w przedziale 600-700 kcal. Muszę wytrzymać jak najdłużej. Tym razem się tak łatwo nie poddam. 
 W szkole idzie mi średnio. Dostaję 4, 5, czasem zdarzają się 3 i 2. To zależy w sumie. Teraz przyszedł taki okres, że chcę się uczyć. By trwał jak najdłużej. 
 Co u moich "znajomych". Ha. Oni przychodzą i odchodzą. Tylko prawdziwi przyjaciele zostają na zawsze. Taka jest prawda. Prawdą jest też iż nikomu nie można ufać w tych czasach. NIKOMU. Każdy dba o swoją "dupę". Tyle w temacie. Tak na marginesie: Ostatnio straciłam osobę, którą uważałam za kogoś ważnego w moim życiu. Nosiła imię Małgorzata. Była dla mnie jak siostra. Wiem, że ciągle mogę ją odzyskać.  Nie chcę. Nie chcę by w moim życiu byli ludzie, którzy mi nie ufają, nie wierzą w to co mówię, podważają moje słowa. Ja jestem lojalna wobec nich, oczekuję więc tego samego. 

 Życie jest najlepszym i najokrutniejszym nauczycielem zarazem. 



całym sercem



Chciałabym mieć tyle siły ile Klaus. Umie poradzić sobie ze wszystkim.


\
Oj, bardzo bym chciała...


Już niedługo taka będę!


piątek, 7 listopada 2014

Semper Fi!!!

 Jest źle. Nie będę owijać w bawełnę. Próbowałam znów być "normalną" nastolatką. Uśmiechniętą, szczęśliwą, bez kompleksów, bez zmartwień... Ale... Nie umiem już tak. Dwa dni temu ryczałam w łóżku z nie wiadomo jakiego powodu, prawie 3 godziny... Dziś zresztą znów jest tak samo. Przygnębienie, smutek, żal, nienawiść, depresja, osamotnienie... Czasem mam wielką chęć cofnąć się do czasów podstawówki. Wtedy wszystko rozegrałabym inaczej. Może udałoby mi się cofnąć to, co się stało w noc z 27/28 maja 2008 roku? Może moje życie potoczyłoby się inaczej? Może bym teraz była szczęśliwa? 

 Czasem plącze się w mojej głowie myśl, by dołączyć do Ciebie, Babci, wielu innych. Są takie chwile, gdy bardzo tego pragnę. Potem następuje refleksja, że nie mogę bo przecież kto zostanie z mamą? Jesteśmy tylko we dwie. 

 Jest mi ciężko. Strasznie. Wiem, że powinnam w końcu zacząć układać swoje życie od nowa, zacząć wszystko od początku... Czuję, że nie jestem na to gotowa, Nie umiem zerwać z przeszłością. Za dużo błędów, winy spoczywa w mojej osobie bym tak po prostu mogła o tym zapomnieć. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Albo choć usłyszeć jakieś słowa wybaczenia od mojej Babci lub pożegnania od Pawła. Choć gdybym mogła móc porozmawiać z Nimi...

 Semper Fi powiadam. Semper Fi...



Paweł jeżeli gdzieś tam jesteś to proszę pomóż mi. Potrzebuję Twojej pomocy! Już sama nie daję rady :(

Taka prawda.