wtorek, 30 czerwca 2015

Lustrzane odbicie.

Tak bardzo chciałabym wieść normalne życie. Mieć szczęśliwą, kochającą się rodzinę, w której zawsze mogłabym znaleźć oparcie. Tak bardzo... Podejmowałam już wiele prób by zostać zaakceptowaną w tym świecie, w otaczającym mnie środowisku. Teraz wiem, że traciłam tylko niepotrzebnie czas...
 Może to jest kwestia towarzystwa, w którym przebywam na co dzień? Może to oni nie pasują do mnie? Albo to ja zgubiłam cząstkę siebie? 
 Tak wiele czynników składa się na nasze życie. Czasem trudno jest nam nad tym wszystkim zapanować. Postanawiamy zapomnieć, odciąć się, szukamy drogi ucieczki... Ale to nam nic dobrego nie przynosi. To daje nam tylko tymczasowe wytchnienie. Potem powraca ze zdwojoną siłą.
 Teraz wiem, że aby osiągnąć coś w życiu trzeba mieć PLAN. Aby mieć PLAN trzeba mieć POMYSŁ. Aby mieć POMYSŁ, potrzeba BODŹCA. BODZIEC ten dodaje nam wiary i skrzydeł, dzięki niemu jesteśmy w stanie przenosić góry. Tylko musimy nauczyć się dostrzegać takie BODŹCE  i wykorzystywać je do swoich celów. Musimy nauczyć się być CHCIWYMI, PAZERNYMI EGOISTAMI, Inaczej przegramy życie.  

niedziela, 28 czerwca 2015

Żyć jak przystało na prawdziwego człowieka...

Zabawne.  Długo mnie tu nie było. Patrząc na ostatni wpis z 7 marca, trochę czasu zleciało. W sumie dużo się wydarzyło. 
Szkoła zakończona, plany co dalej. 
Poznanie nowych ludzi, znalezienie bratniej duszy, która odtrąciła. 
Ból, lęk, strach, próby oszukiwania samej siebie. 
Odrzucenie uczuć, wyłączenie tej części, która jest najważniejsza. 
 Operacja mamy.
Rocznica śmierci brata i babci. 
Nieudana próba zaakceptowania samej siebie. 
Ciągle szukanie swej pasji.
Postanowienie bycia chudą. (wznowienie)
Zacząć traktować ciało jak świątynie, a nie jak śmietnik.
Rozpocząć zabawę z Życiem, niekoniecznie z pozytywnymi skutkami.
Igrać ze śmiercią. 
Immortality.


Rozpoczęcie realizacji: 29.06.2015. 


Zdjęcia robione Nikonem l330. Kiedyś będzie lustrzanka.

















sobota, 7 marca 2015

Aut vincere aut mori...

 Nie mogę pozwolić sobie nie przegraną. Nie jestem taka słaba. W ogóle nie mogę być słaba. Bo długo nie pożyję na tym świecie. On mnie zgnoi, poniży zniszczy... Zrobi ze mną co tylko będzie chciał. Stanę się jedną z wielu kontrolowanych jednostek. Nie chcę dla siebie takiej przyszłości. 

 Zrozumiałam jedną rzecz na pewno. Nie ruszę się do przodu bez pogodzenia się z przeszłością. Muszę choć spróbować oddzielić ją od teraźniejszości. Nie może być przy mnie, przy każdym moim kroku. 
 Tak jakby zaczynam nowy rozdział w moim życiu. Będzie się liczyć tylko to, co będzie tu i teraz. Nic innego. Jak to optymistycznie brzmi hahaha. 

Od poniedziałku przechodzę na AIT Diet. Ciekawa jestem efektów :)


środa, 11 lutego 2015

Ten świat mnie zabija...

Długo nie pisałam. Przepraszam. Nie. To oznaka słabości. 
 Jutro zawody w siatkówkę. Cieszę się niezmiernie.  
Wczoraj byłam u lekarza sportowego z powodu bólu kolana i barku. Przepisał mi maść. I otrzymałam zgodę, że mogę brać udział w zawodach. Tak! Ja, gruba, tłusta, świnia, wieloryb jeździ na zawody! 
 I wszystko by było okey, poza jednym. Wczoraj waga u lekarza pokazała 86 kg. I co ja mam ze sobą zrobić?! Nie potrafię schudnąć tak jak kiedyś. Nie umiem się tak zmotywować, nic... Czuję się okropnie, znów powoli zaczynam popadać w depresję... Muszę to koniecznie zmienić. Zamiast rosnąć wzdłuż to ja w szerz. Czy tylko ja tu widzę komizm? Jak już pisałam jutro mam zawody, a w piątek jadę na badania (mocz ect.) 

 Za dwa dni zaczynają się ferie. Jestem bardzo ciekawa, czy siostra mnie zabierze za granicę, czy niepotrzebnie rezygnowałam z obozu... 

Co do mamy, już jest wszytko okey, choć nie gada ze mną na temat jej choroby, ani na tematy pokrewne. 
 Mogę stwierdzić że: Jestem złą osobą. Jestem złą córką. Jestem złą koleżanką. "Kim jestem? Tak często czuję się wszystkim i niczym jednocześnie"

czwartek, 8 stycznia 2015

Nie zmienimy świata, dopóki nie zmienimy siebie...

 Kolejny szok dla mnie. Kolejna zła wiadomość. Ile ich jeszcze będzie? 
Moja kumpela ze szkoły ma guza. Ha, jaki ten świat jest piękny.. Cudowny! 
Mnie natomiast coraz częściej boli kolano. Za każdym razem ból staje się mocniejszy. Boję się iść do lekarza. Boję się tego, co on może mi powiedzieć. Z drugiej strony, czy nie wdaję się w ten sposób w moją mamę? Chyba tak... 
 Co w związku z nią? Nadal pije. Dziś usłyszałam od niej, że ją niszczę, że mam się wyprowadzić. Ciągle tylko same negatywy. Żadnych pozytywów. Tak więc: JESTEM POTWOREM. Miło mi. 
 Chwilami myślę o samobójstwie. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Choć, szczerze nie chcę umierać. Aczkolwiek, jeżeli sytuacja się nie zmieni, to nie widzę innego wyjścia.   
 Co z dietą? Coś tak zjadłam i zaraz  pójdę to wyrzygać, Już mi na niczym nie zależy. 
Nie będę szła na studniówkę. To przykre i smutne, ale cóż... 



 Teraz, podczas pisania przypomniał mi się pomysł, który kiedyś miałam zrealizować, ale tego nie zrobiłam. Nie będę powracać do tego, dlaczego chciałam go wcielić w życie, bo chcę zapomnieć o tym...
 Patrząc na to z perspektywy tego co się teraz u mnie dzieję wydaje mi się on idealny. Troszkę go zmodyfikuje i będzie wszystko pasować. Tak więc mogę oficjalnie to ogłosić. Wcielam PLAN w życie. Efekty końcowe przewiduje na koniec kwietnia na zakończenie roku szkolnego. Mówiąc najprościej muszę doprowadzić się do wagi <50kg. To jest jeden z punktów tego planu. Resztę może będę ujawniać w najbliższych postach.








 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

“Patrzycie na ludzi i nie widzicie tego, co w nich tkwi tu, w środku..."

 Pierwszy post w 2015 roku.... Witam!

 Co prawda rzadko tu zaglądam, cóż... nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. 
Mam nadzieję, że przynajmniej Wy spędziliście te święta w prawdziwej rodzinnej atmosferze, dostaliście wszystko to, co chcieliście, a sylwester był lepszy od tego o którym marzyliście. Tak. Ujmę to 5 słowami: moje święta były do bani. Byłam tylko ja i mama, a sylwestra spędziłam przed laptopem, a potem po północy od razu położyłam się spać. Spełniły się wszystkie moje marzenia odnośnie tamtego czasu!

 Przełamałam magiczną barierę 80. Jest teraz 7 z przodu. Walka wciąż trwa. 




 Zostały mi tylko 4 miesiące. 5 wliczając maturę. Co potem? Studia? Praca w Anglii/ Niemczech? Wojsko? Marynarka wojenna? Policja? A może spierdolę sobie życie i będę marną kasjerką w pospolitym sklepie? Albo zostanę bezdomnym?  Może ucieknę jak najdalej od wszystkiego i wszystkich? Zacznę swoje życie układać na nowo? Zmienię nazwisko, imię, stanę się nową osobą? Ooo tak, przydałoby się. 


W domu mama znów zaczęła pić. A na dodatek pewne jest to, że ma guza. Ma raka i nie chcę się leczyć. Zapija swój ból, smutek, nienawiść, zapija siebie samą. Miała dziś jechać na badanie, które było bardzo ważne. I co? Nie pojechała. Wolała iść rano sobie po alkohol. Następny termin dopiero w maju. A wtedy może być już za późno...
 I co ja mam robić? Nie mam sił, czuję się znów jak  wrak człowieka. Chwilami myślę o samobójstwie. Zaraz potem doprowadzam się do porządku i mówię, że brat i babcia nie byliby z tego zadowoleni... Jestem bezradna. Czuję, że zawiodłam. Znowu... 

Pojutrze znów do szkoły. Ha, Moja radość nie zna granic. Nie mogę sobie poradzić z szczęściem i euforią, które rozpierają mnie na samą myśl o tym. Znów gra. Gra udawanego szczęścia. 


piątek, 19 grudnia 2014

Odrodzę się z popiołów jak Feniks...

 Muszę działać. Im dłużej będę z tym zwlekać, tym trudniej będzie mi później zacząć. Bez wymówek. Bez rozczarowań, Bez odwrotu.